Ceremoniał pogrzebowy na przestrzeni wieków

„Ludzie od zawsze organizowali rytualne ceremonie pogrzebowe. I nieodmiennie stał za tym jeden cel: stłumienie lęku przed śmiercią czy raczej zmistyfikowanie jej autentycznego charakteru. Śmierć jest, bowiem radykalnym zerwaniem ciągłości życia, rytuały pogrzebowe zaś, zwłaszcza te, które sugerują, że zmarły udaje się w jakąś podróż, niwelują owo zerwanie i przywracają ciągłość tam, gdzie została ona bezpowrotnie utracona[1]. Jak zmieniał się rytuał pogrzebowy na przestrzeni wieków?

Model amerykański

Ameryka kolonialna miała na początku bardzo prosty ceremoniał pogrzebowy. W XVIII wieku obrządek ten rozrasta się, zwłaszcza, jeśli chodzi o żałobę. Do rangi sztuki, w dużych miastach Stanów i Anglii urosło to, co określa się mianemlaying out’u – czyli przygotowanie i ubieranie ciała. Upowszechnienie się w XIX wieku undertaker’a spowodowane było zarówno odmową czy też niezdolnością Kościoła zarówno do dalszego zarządzania pogrzebami i grobami, jak również wynikało z powodów technicznych i socjologicznych problemów związanych z urbanizacją[2]. Undertakers byli pierwszymi przedsiębiorcami pogrzebowymi w Stanach Zjednoczonych. Początkowo wynajmowali oni zarobkowo wozy do przewożenia zmarłych na cmentarz, by później przekształcić się w dostarczycieli trumien i samemu zacząć tworzyć karawany[3].

Amerykański ceremoniał pogrzebowy nabrał oryginalności w drugiej połowie XIX wieku – szczególnie podczas wojny secesyjnej. Konieczność przewożenia ciał osób poległych na polu bitwy sprawiła, że pojawił się balsamista – postać, którą czeka długa przyszłość[4]. Pod koniec XIX wieku ustanowiono prawo regulujące przyznawanie zaświadczeń o zgonie[5]. W XX wieku amerykanie odrzucili kremację.

Szczytowy okres rozkwitu amerykańskiego rynku pogrzebowego przypadł na lata sześćdziesiąte XX wieku. Nadmierne wydatki finansowe w dziedzinie śmierci uświadomiły Amerykanom, iż winnym temu finansowemu zaangażowaniu ich kieszeni jest funeral director. Według nich zbyt chciwie poszukujący klienteli (którą spadek śmiertelności przerzedził), wyrósł na wyłącznego zarządcę śmierci. Funeral director jest bowiem kierownikiem przedsiębiorstwa pogrzebowego, biorącym na siebie wszystkie sprawy związane z pogrzebem (bywa, że przejmuje nawet miejsce pastorów)[6]. Przedsiębiorca zobowiązany jest, ujmując wszystko w odpowiednią formę, do zapewnienia pożegnania zmarłego w najmniej traumatyczny sposób dla jego rodziny i przyjaciół. W latach dwudziestych XX wieku powstał monopol na zajmowanie się zmarłymi. Kiedy lekarz bądź policja stwierdzi zgon, rodzinie pozostaje tylko wybranie funeral parlour, gdzie będą odbywać się wszystkie etapy ostatniej podróży[7].

Rosnące znaczenie przedsiębiorstwa pogrzebowego można ukazać na przykładzie zmian zachodzących w słownictwie. Nazwę biura przedsiębiorcy – undertaker – zastąpiła najpierw nazwa funeral parlour, następnie funeral home, aż wreszcie funeral chapel[8]. Modyfikacje nazw odzwierciedlają przejmowanie kolejnych funkcji. Jak pisze Vovelle: „Przedsiębiorca zawdzięcza bowiem swe znaczenie całemu szeregowi obowiązków, od których uwalnia rodzinę: począwszy od pierwszego telefonu i zabiegów w domu, poprzez wzięcie na swe barki formalności administracyjnych aż po zabranie ciała, którym zajmował się będzie aż do pogrzebu. Przede wszystkim skupi się na toalecie. W tej dziedzinie oryginalność modelu amerykańskiego polega na tym, że bardzo wcześnie dużą wagę przywiązywano w nim do usług tanatologicznych mających na celu nie tylko zachowanie integralności ciała, ale również dobranie odpowiedniego makijażu”[9]. Niemniej królestwo funeral director kończy się tam, gdzie zaczyna się królestwo cmentarzy i ich właścicieli[10].

Funeral home to współczesny, zinstytucjonalizowany system grzebania zmarłych. Myślą przewodnią przedsiębiorstw powstałych na podłożu tego systemu było zastąpienie kirów, rytuałów, śpiewów pogrzebowych czymś, co skłania do refleksji nie nad śmiercią, ale nad życiem. Za wszelką ceną chodziło o zachowanie radosnych aspektów życia[11].

Funeral parlour jest to model amerykańskiego pogrzebu, organizowanego wówczas, gdy rodzina zmarłego nie chce spopielać zwłok. Uroczystość taka jest urządzana dyskretnie i romantycznie. Jest wzorowana na XIX wiecznych pogrzebach, (w których dominowała zasada „twoja śmierć” – nie używa się starych symboli śmierci jak np. trupia czaszka, szkielet). Cały proces grzebania ma na celu wyeliminowanie atmosfery przygnębienia i smutku, a przywołać nastrój romantycznego zadumania[12].

Ariès pisze: „Laicka przestrzeń zastrzeżona dla śmierci nazywa się funeral home, funeral parlour. W ten sposób odciążono jednocześnie kler, rodzinę, lekarzy, pielęgniarki, uwolniono ich wszystkich od zmarłego w kościele, w domu, w szpitalu. Zapewniono mu [zmarłemu] miejsce, gdzie dalej okazuje się mu względy, których odmawiało mu społeczeństwo, a które z oporami świadczyły mu Kościoły. Ten dom zmarłych mógł łączyć się z cmentarzem, jak w Los Angeles. W Stanach Zjednoczonych cmentarze są albo prywatne i należą do stowarzyszeń nieobliczonych na zyski, jak Kościoły, albo do przedsiębiorstw handlowych. (…) Funeral home nie musi się ukrywać. Jego nazwa jest dobrze widoczna. (…) Zwyczaje XIX wieku (…) zachowały się, ale dodano do nich nowe. (…) Ale na ogół zwyczaje te przystosowano do gustu epoki, w której śmierć przestała być piękna i teatralna, aby stać się niewidoczną i nierealną. Cała akcja skoncentrowała się na odwiedzinach zmarłego: viewing the remains. Często zwłoki wystawia się po prostu w sali funeral-home, jak w domu i bliscy przychodzą, aby zgodnie z tradycyjnym obyczajem ostatni raz spojrzeć na zmarłego, tyle, że miejsce się zmieniło. Czasem pokazują go w specjalnej inscenizacji, jak gdyby jeszcze żył, przy biurku, w fotelu, a nawet z cygarem w ustach – obraz karykaturalny, częściej spotykany w kinach lub w literaturze niż w rzeczywistości. Ale nawet poza tymi wyjątkowymi, mało reprezentatywnymi przypadkami mortician[13] zawsze stara się sztucznie zatrzeć oznaki śmierci, charakteryzuje zmarłego, aby uczynić go prawie żywym. Bardzo ważne jest, bowiem stworzenie pozorów życia. To pozwala odwiedzającym zwalczyć odrazę, zachowywać się i w głębi duszy czuć się tak, jakby zmarły żył jeszcze, a więc nie ma powodu, aby się do niego nie zbliżyć. Dzięki temu można obejść zakaz. Balsamowanie mniej służy zachowaniu i uczczeniu zmarłego niż utrzymaniu przez pewien czas pozorów życia, aby w ten sposób oszczędzać żywych”[14]. Vovell dodaje, że „statystyki mówią o szerokiej gamie możliwości [przedsiębiorców pogrzebowych]: od wystawień publicznych do ostatnich posług, również publicznych, poprzez wizyty zarezerwowane dla bliskich, którym jednak towarzyszą publiczne ostatnie posługi, aż po bardziej intymne cmentarne obrzędy. Od wieczornych modlitw przy wyprowadzaniu zwłok po wyjście na cmentarz rozciąga się cały rytuał, któremu jego autorzy nadają charakter skromnego i smutnego koktajlu”[15].

Przekształcenie się funeral home w funeral chapel spowodowało wzbogacenie się o środki konieczne do wykonywania religijnych posług, wchodząc tym samym w zakres proponowanych usług. Pociągnęło to za sobą dwie rzeczy: pierwsza – specjalizacja wyznaniowa lub etniczna części domów pogrzebowych, druga – rywalizacja pomiędzy funeral director a duchownymi, księżmi czy pastorami.

W 1977 roku powstają drive-up funeral home. Eksperyment polegający na tym, że nie wychodząc z samochodu, można zarówno zobaczyć zmarłego, jak i podpisać list kondolencyjny.

 drive-up

Foto: drive-up funeral home

„Patrząc na listy mszy żałobnych, nekrologi, reklamy funeral homes i cmentarzy, oferty zakupu grobowców, ubezpieczeń na życie lub porad dotyczących sposobu redagowania testamentu, wcale nie odnosimy wrażenia, że śmierć jest przez współczesną amerykańską prasę ukrywana. (…) Dostrzec możemy wykluczenie śmierci: zabalsamowanej, zapakowanej, skierowanej na tamten świat…”[16].

Model brytyjski 

Przedsiębiorców pogrzebowych (undertakers) cechowała dominacja wolnego handlu (promującego wolną przedsiębiorczość). W latach 1840-43 w Londynie działało tysiąc dwudziestu pięciu przedsiębiorców pogrzebowych. Dwustu siedemdziesięciu pięciu działało w pełnym wymiarze czasowym[17]. Pracujący na część etatu przedsiębiorcy pracują również jako pocztylioni, cieśle czy stolarze. Pod koniec XIX wieku prym wiodły rodzinne przedsiębiorstwa z tradycjami. Nie przeszkadzało to w powstawaniu nowych firm. Funeral director pełnił mniej istotną funkcję niż za Atlantykiem. Zmarłemu składało się wizytę w domu. Tam także wykonywało się przeważnie balsamowanie, (które było zdecydowanie mniej popularne niż w Stanach Zjednoczonych)[18]. W 1960 roku dominującą grupą w liczbie cztery tysiące pięciuset byli funeral directors, (jeden przypadał na jedenaście tysięcy mieszkańców). Dwie trzecie z nich należało do państwowego związku zrzeszającego przedsiębiorców pogrzebowych[19].

Koncentracja usług nie była daleko posunięta. Wielkie firmy (mające swe filie w Londynie, Glasgow, Cardiff, Edynburgu) proponowały pełną gamę świadczeń. Począwszy od produkcji trumien (były one wciąż najpopularniejszym sposobem na przenoszenie zwłok do grobu), a na usługach pogrzebowych skończywszy. Zakłady te zajmowały się balsamowaniem zwłok, lecz nie były skłonne do malowania ciał na modłę amerykańską. To nie jedyna różnica względem modelu amerykańskiego. Przy przeniesieniu zwłok do funeral home poza bliskimi niewielu było gości, a miejscem religijnego nabożeństwa była kaplica cmentarna bądź krematorium. Również wystawianie zwłok z odkrytą trumną nie było praktykowane[20]. Już sam pomysł szokował. Co ciekawe, jeszcze w XVIII wieku Anglicy organizowali domowe uroczystości żałobne w domu – przy otwartej trumnie.

 przyjecie-wokol-trumny

 Foto: przyjęcie towarzyskie wokół trumny

W XX wieku nastąpił znaczny wzrost liczebny kremacji, można mówić o spektakularnym jej rozkwicie. W 1930 roku kremacji poddano 1% zmarłych. Niecałe 3% tuż przed II wojną światową, natomiast po wojnie praktyka ta niezwykle się upowszechniła. W latach pięćdziesiątych kremowano ponad 20% ciał, natomiast w 1974 roku 57%[21].

Model francuski

W XIX wieku przyjęty we Francji system przyznawał opiekę nad przebiegiem pogrzebów władzom miejskim. Został on tylko nieznacznie zmodyfikowany w 1904 roku. Władze miejskie mogły kontrolować pogrzeby, jak każdą inną usługę miejską, lub też mogły powierzyć ich organizację prywatnym spółkom. Można mówić o komercjalizacji śmierci, choć pozostającej pod kontrolą administracyjną[22].

Jak już było wcześniej wspomniane, dekret z lat 1737-77 pozwalał w diecezji Trèves na wykonanie trumny jedynie przez wiejskiego stolarza[23]. Natomiast polityka Ludwika XIV pozwoliła utworzyć również na prowincji dziedziczny korpus obwoływaczy śmierci, a także skróciła czas żałoby.

Począwszy od 1760 roku (a coraz częściej od 1780) we Francji zaczęły pojawiać się pisemne zawiadomienie o śmierci, ozdobione makabrycznym drzeworytem, pozbawione jednak przesadnych ozdób[24].

Usługi pogrzebowe (podobnie jak w Anglii) reglamentowane były przez władze miejskie. To w tej dziedzinie zauważamy największe zmiany w stosunku do wystawnych uroczystości pogrzebowych z XIX wieku. Regres dostrzegamy nie tylko w ceremoniale konduktu żałobnego, ale i we wszystkim, co mu towarzyszyło (składanie podpisów, kir, zawiadomienia). Będzie on jedną z głównych cech spontanicznej ewolucji postaw wobec śmierci.

W systemie francuskim nie dostrzeżemy świeckich obrzędów (tak popularnych w stylu amerykańskim) zastępujących te religijne. Ograniczony postęp komercjalizacji pogrzebów oraz wyraźne uproszczenie ceremonii pogrzebowych świadczą o upadku laickiego systemu państwowego końca XIX wieku, którego apogeum przypadło na 1904 rok[25].

Nie przyjął się także w tym modelu funeral home. Od 1962 roku, przez dwanaście lat podejmowano próby wprowadzenia tych instytucji pod nazwą athanée lub funérarium. Etymologicznie athanée niejako niweluje posępność brzmienia thanatos (śmierć), poprzez „a” sugeruje coś w rodzaju „aśmiertelność” czy nawet „nieśmiertelność”[26]. Pierwszy kompleks pogrzebowy utworzony na wzór amerykański, powstał w Mentonie w 1962 roku. Nawiązywał on w swej funkcji do domów pogrzebowych czy też kostnic, tworzonych od 1899 roku we Francji, jednak został w zasadniczy sposób przemieniony. Otworzono ich tylko trzydzieści pięć. Większość w miastach lub w okolicach dużych aglomeracji[27]. Wathanée z jednej strony znajdowały się pomieszczenia techniczne (bardzo często będące w podziemiach), w których przechowywało się zwłoki po tanatopraksji[28], także laboratorium, kartoteki czy przenośne ołtarze różnych wyznań, z drugiej strony sale recepcyjne i poczekalnie (dla rodziny, krewnych, znajomych)[29]. Wszystko pomyślane jest tak, by „obiegi” te nie mogły się ze sobą zetknąć. Za podstawową zasadę przyjmowało athanée najwłaściwsze zaprezentowanie zmarłego. Proces ten nazywa się prezentyfikacją. Krewni mogli oglądać zmarłego (za odpowiednią dopłatą nawet kilka dni), uprzednio spreparowanego i przygotowanego.

W 1976 roku przedstawiono projekt nowoczesnego funerarium[30]. Nowoczesnej świątyni zmarłych. Wedle założenia miało to być miejsce świeckie gdzie jedynie przez symbole (np. obrazy, muzykę) można było wywnioskować, iż nastąpiła śmierć. „Nowoczesne funerarium winno stać się ośrodkiem dla zintegrowania śmierci przez nowoczesne społeczeństwo, które akceptując jedynie życie, zagubiło symbolikę życia wiecznego”[31].

Jessica Lucy Freeman-Mitford uznała system francuski (zapewniający państwową kontrolę nad sferą pogrzebową) za jeden z ostatnich bastionów opierających się amerykańskiej wersji śmierci „na sprzedaż”. Lepiej opierał się tylko system szwajcarski, w którym od roku 1890 nie ma przedsiębiorców pogrzebowych, a władze miejskie sprawują pieczę nad bezpłatnymi pogrzebami i związanymi z nimi obrzędami[32].

Zakład pogrzebowy w Polsce

W języku potocznym występują dwa określenia na przedsiębiorstwa pogrzebowe: dom pogrzebowy oraz zakład pogrzebowy. Są to nieistniejące związki frazeologiczne, gdyż  nie istnieją dla nich definicje. Pojawia się jedynie pojęcie usług pogrzebowych (nazwy, którą przedsiębiorcy pogrzebowi używają, jednak nie jest ona dominującą). Usługi pogrzebowe są to wszelkie czynności płatne, które podejmuje się wykonać zakład pogrzebowy. Jednak zakres tych czynności może być różny: od umycia ciała zmarłego, aż po pogrzebanie go w ziemi lub spopielenie[33]. Internetowa encyklopedia Wikipedia, jako jedyna podaje definicję zakładu pogrzebowego: jest to „firma świadcząca usługi związane z pochówkiem zmarłych. Kompleksowe usługi zakładu pogrzebowego obejmują: transport zwłok, handel trumnami lub urnami, kremacja lub pośrednictwo w zorganizowaniu kremacji, oprawa muzyczna uroczystości pogrzebowych, sprzedaż wieńców i wiązanek kwiatów, złożenie trumny lub urny w grobie czy też grobowcu”[34].

Według informacji zamieszczonych na stronie Targów Memento[35], organizowanych przez Polskie Stowarzyszenie Funeralne, na terenie Polski działa przeszło 2 500 przedsiębiorstw pogrzebowych, które obsługują ok. 377 tysięcy pogrzebów (dane z 2007 roku). Rodziny zmarłych wybierają głównie tradycyjny pochówek – 93%. Na kremację, istniejącą w Polsce od 1993 roku, decyduje się zaledwie 7%. „Rynek pogrzebowy rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie i całkowicie niezależnie od stanu gospodarki. Mamy najwyższy w Europie zasiłek pogrzebowy i wszystkie nowinki trafiają do nas niemal natychmiast”[36].

Agnieszka Klejne


[1] T. Stawiszyński, Rzeczy, które zrobisz będąc martwym [w:] Newsweek, nr 44/2009, s. 21

[2] M. Vovelle, W kręgu rodzinnym [w:] M. Vovelle, Śmierć w cywilizacji zachodu. Od 1300 po współczesność, Gdańsk 2004, s. 589-590

[3] M. Wańczak, Księga śmierci i żałoby, Opole 1993, s. 380

[4] M. Vovelle, op.cit., s. 590

[5] Ibidem, s. 590

[6] M. Wańczak, op. cit., s. 87

[7] M. Vovelle, Pod znakiem „śmierci tabu” [w:] M. Vovelle, Śmierć w cywilizacji zachodu. Od 1300 po współczesność, Gdańsk 2004, s. 657

[8] Ibidem, s. 658

[9] Ibidem, s. 658

[10] Ibidem, s. 660

[11] M. Wańczak, op.cit., s. 88

[12] Ibidem, s. 89

[13] Motricians (łac.) to nazwa amerykańskich przedsiębiorców pogrzebowych, za: W. Wańczak, Księga żałoby i śmierci, Opole 1993, s. 196

[14] Ph. Ariès, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989, s. 588-589

[15] M. Vovelle, op.cit., s. 658

[16] M. Vovelle, Pod znakiem „śmierci tabu” [w:] M. Vovelle, Śmierć w cywilizacji zachodu. Od 1300 po współczesność, Gdańsk 2004, s. 660-661

[17] Ibidem, s. 590

[18] Ibidem, s. 591

[19] Ibidem, s. 661

[20] Ibidem, s. 661

[21] Ibidem, s. 661-662

[22] Ibidem, s. 663

[23] Ibidem, s. 448

[24] Ibidem, s. 448-449

[25] Ibidem, s. 663

[26] M. Wańczak, op. cit., s. 19

[27] M. Vovelle, op.cit., s. 662

[28] Tanatopraksja – współczesna metoda mająca na celu zapobieżenie wystąpienia zmian pośmiertnych; nowoczesna forma balsamowania ciał zmarłych. Głównym celem tanatopraksji jest przywrócenie ciału osoby zmarłej naturalnego wyglądu oraz zabezpieczenie zwłok przed zmianami pośmiertnymi; za: http://www.tanatopraksja.pl/tanatopraksja.php z dnia 12-04-2010

[29] M. Wańczak, op.cit., s. 19

[30] Funerarium (łac. funero = grzebię) – termin odrzucony. Dawniej oznaczał „zakład pogrzebowy” lub miejsce związane z grzebaniem zmarłych (również cmentarz). Używanie tej nazwy w dzisiejszych czasach świadczy o tendencji archaizacyjnej lub nawiązuje do amerykańskich funeral home. Zarówno francuskie athanées, jak i amerykańskie funeral home są rodzajami funerariów., za: M. Wańczak, Księga żałoby i śmierci, Opole 1993, s.89

[31] M. Wańczak, op.cit., s. 90

[32] M. Vovelle, op.cit., s. 662

[33] M. Wańczak, op.cit., s. 382

[34] http://pl.wikipedia.org/wiki/Zak%C5%82ad_pogrzebowy

[35] http://www.memento.targi.pl/pl/Menu-Boczne/Polska-kraj-i-pogrzeby

[36] I.T. Miecik, Pogrzeb na miarę [w:] Newsweek, nr 44/2009, s. 17